Pisać o malarstwie, zwłaszcza współczesnym, nie jest rzeczą łatwą, a przede wszystkim miłą. Gdy bowiem chwalisz jakiegoś malarza, wywołujesz zdziwienie, nawet oburzenie wśród niektórych jego kolegów, a często także u czytającej publiczności. Najwięksi mistrzowie pędzla obecnej doby nie osiągnęli za życia tego sukcesu, ażeby o nich panowało jednomyślne zupełnie zdanie. I dlatego nie rzadkie są fakty w dziejach sztuki, że dopiero przyszłe lata oddają hołd i pełne uznanie sztuce artysty, którego za życia społeczeństwo niedoceniało lub wręcz zapoznawało. Dopiero gdy malarz umrze, gdy zwolna zmilkną „potępieńcze swary”, a koła rówieśników stopniowo się zmienią, gdy historia jego życia coraz bardziej blednie i oddala się w niepamięć – wtedy dopiero zaczyna coraz pełniejszym tonem przemawiać jego sztuka, zdobywając sobie sine studio et ira zasłużone uznanie.
Dlatego z pewną opieszałością rozpoczynam pisać to studium. Wiem dobrze, że wywoła ono ironiczne uśmiechy i spojrzenia w kołach artystycznych. Ale z góry zaznaczam, że nie dla tych kół przeznaczona jest ta książka. Celem jej jest zapoznanie szerszych sfer społeczeństwa ze stanowiskiem, rolą i wartością, jakie zajmuje i przedstawia dany artysta w sztuce i dla sztuki .
Charakterystycznym objawem naszych stosunków do niedawna było nieco lekceważące stanowisko pewnego odłamu naszej sztuki i jej wyceny wobec zwiedzającej publiczności. Odmawiano jej zupełnej znajomości przedmiotu (nie bez racyi) i zaprzeczano prawa krytykowania czy sądzenia. Równocześnie jednak nie uczyniono niczego, ażeby tą publiczność pouczyć, jak należy patrzeć i rozumieć wystawione dzieła sztuki jak ma by jej wycena . Pod tym względem panują u nas jeszcze bardzo prymitywne pojęcia. Publiczność zwiedzająca wystawy uważana jest przeważnie za bezkrytyczny tłum, któremu artyści ukazują swe dzieła sztuki ,obrazy . Tak więc potulność i bezkrytyczność zwiedzających ściera się często z zarozumiałością wystawców.
Inne zupełnie stosunki panują np. we Francji. Tam artyści nie mają jakiejś specjalnej marki „półbogów”, tylko ludzi pracujących w zakresie dzieł sztuki. Utylitarny zmysł francuski nakazuje przede wszystkim dbać artystom o korzyści materialne , sprzedaż obrazów w oparciu o jej rynkową wycene . Dlatego w Paryżu w dniu otwarcia wielkich dorocznych wystaw sztuki, naczelne dzienniki wydają od razu fachowo napisane sprawozdania z wystawy, które objaśniają publiczność i pozwalają jej orientować się w tym labiryncie tysięcy płócien i rzeźb. Ponieważ przy tym w dniu otwarcia Salonu może każdy zwiedzać wystawę po opłaceniu dziesięć razy wyższego wstępu niż zwykle – więc wernisaż Salonu jest miejscem spotkania się całego Paryża. Dochód tego jednego dnia, dochodzący zwykle do dwustu tysięcy franków, pokrywa koszta urządzenia wystawy.
Jakże inaczej wygląda u nas np. dzień otwarcia wystawy Tow. Sztuka: wstęp za osobnymi zaproszeniami, na salach garstka malarzy i najbliższych ich znajomych, a zaproszonych przeważnie bardzo niewielu. Fachowej, krytycznej oceny wystawy nigdzie w prasie nikt nie znajdzie, (pojawia się ona tylko przypadkowo i bardzo rzadko), gdyż zarówno redaktorzy pism, jak i sami artyści uważają ją za zbyteczną. Skutkiem tego szersze koła publiczności przez nikogo nie pouczone o wartości wystawionych dzieł, odnoszą się do wystawy albo obojętnie, albo wręcz nieprzychylnie. To znowu nastręcza wystawcom szerokie pole do rozmyślań i dyskusji nad brakiem kultury, sztuki ,zupełną ignorancją i nieznajomością sztuki wśród społeczeństwa. I oto my „błędne koło”, które co roku się powtarza z okazji otwarcia każdej nowej wystawy, prezentacji na niej wielu dzieł sztuki z zakresu malarstwa rzeźby i grafiki.
Przedmiotem tego studium ma być malarz Alfons Karpiński.
Należy on do młodszego pokolenia i ma opinię malarza — par excellence — kobiecego.
Dlaczego ?
Na to pytanie dość trudna odpowiedź. A może najprostsza — najlepsza: maluje najczęściej kobiety, bo ten temat najwięcej — widocznie — lubi.
Tak, niewątpliwie jest to najbliższym powodem. Ale gdy się głębiej zastanowimy nad tern — pozornie naiwnym – pytaniem, dojdziemy do innych jeszcze wniosków. W całym malarstwie Alfonsa Karpińskiego portretowym drugiej połowy minionego stulecia i obecnej doby, przeważa, a nawet dominuje kobieta.
Dlaczego ?
Otóż dla tej prostej przyczyny, że właściwie dziś poza kobietą nie wiadomo co malować, o ile się nie uznaje malarstwa pejzażowego lub martwej natury. Powie ktoś – a gdzież portret męski? Hm, hm, trudno, rzadko, wyjątkowo na zamówienie przeważnie. Rzeczywiście. Dziś portret męski usunął się w najgłębsze kąty i cienie pracowni malarskich. Mężczyzna jako model ustąpił z malarstwa. Częściej stosunkowo pojawia się w studiach aktu męskiego i to najwięcej jako model przy nauce rysunku. Zresztą zjawia się w portrecie reprezentacyjnym czy etykietalnym — robionym z zasady na zamówienie.
Poza tern malarstwo portretowe nie zajmuje się męską figurą.
Dlaczego ?
Przyczyny tego są różne. Rozstrzygają tu przede wszystkim względy malarskie. Dzisiejszy strój męski szary i bezbarwny, kusy i bez wyrazu, właściwie nie nadaje się do obrazu. Barwa i forma odmawiają zatem wstępu do malarstwa. I słusznie.
Wyobraźmy sobie dzisiejszego pana, ubranego w najszykowniejszy garnitur spacerowy, a choćby wizytowy — i postawmy go np. obok patrycjusza florenckiego czy weneckiego, albo obok rycerza w pełnej zbroi, albo markiza francuskiego z czasów Henryka IV., albo obok szlachcica polskiego w kontuszu, a choćby obok wypudrowanego eleganta z epoki dyrektoriatu i pierwszego cesarstwa – to przekonamy się, że z żadną z tamtych figur dzisiejszy gentleman nie wytrzyma najlżejszego współzawodnictwa.
Zewsząd wyjdzie sromotnie pobity.
A natomiast każdy z tamtych panów, gdzie tylko stanął i jak stanął był tematem do obrazu, był żywym obrazem. Pociągał i zatrzymywał oczy wszystkich. Dodaj jeszcze do tego monumentalne tło tamtych wieków: wspaniałe świątynie i pałace, pyszne urządzenia komnat, wdzięczne parki i ogrody — a zrozumiesz tajemnicę dwóch światów: dawnego i obecnego i poznasz sekret malarstwa portretowego.
Charakterystyczną cechą dawnych czasów (obrazów, dzieł sztuki )była wielka różnorodność i bogactwo strojów. Najbogatsze materie jedwabne o deseniach srebrem i złotem wyszywanych składały się na te stroje. Wzorzyste adamaszki, złotem tkane altembasy, głuche, a tak miękkie aksamity genueńskie, lamy srebrzyste, lśniące atłasy, szumiące i bufiaste kitajki jedwabiów lyońskich, a dalej całe masy najdelikatniejszych koronek, jakich wymagały dawne stroje męskie czy to na kołnierze, czy do rękawów, na żaboty itd., wreszcie sztywne kryzy hiszpańskie, które figurze męskiej dodawały tyle okazałej powagi i godności.
Dodajmy do tego jeszcze bogate klejnoty, bez których dawniej patrycjusza czy szlachcic nigdy się nie ukazywał, kosztowną broń w postaci szpady czy krótkiego sztyletu — a będziemy mieli postać męską z dawnych czasów. Nic dziwnego zatem, że ona ciągnęła oczy malarza, bo dawała ogromne pole do popisu, do rozwinięcia wszystkich arkanów jego sztuki, nastręczała masę tematu, ale zarazem i pracy, a przede wszystkim okazałością postawy, świetnością barw stroju nęciła nieprzeparcie jego żyłkę malarską.
Tak było dawniej.
Natomiast dzisiejszy strój męski zatracił te wszystkie cechy dawnej świetności i barwności. Dziś strój męski przedstawia obraz upadku: szary, bezbarwny, niepozorny i jakiś strasznie dziwaczny. Może praktyczny, może ma wiele innych zalet, brak mu jednej zasadniczej — nie nadaje się do obrazu, do malarstwa. W tern przede wszystkim należy szukać przyczyn i powodów, że figura męska usunęła się na dalszy plan i zdarza się czasami w malarstwie portretowym.
Inaczej zupełnie występuje kobieta w malarstwie w sztuce . I ona co prawda nie jest już ową świetną figurką, na której ubranie, strój i kaprys składała się praca, twórczość i pomysłowość całego świata.
Te piękne czasy wszechwładnego królestwa kobiety już się dawno skończyły. Musiała ona dużo odstąpić ze swoich przywilejów. Dziś królestwo kobiece wymaga znacznie więcej trudów i pracy, niż dawniej, kiedy to u nóg pięknej pani leżał cały kwiat narodu, gdy starzy i młodzi na jedno jej skinienie
byli gotowi wszystko rzucić na szalę wypadków. Te piękne czasy rozrzutnej dworskości już dawno minęły. Dawna dama i królowa musiały opuścić swój wysoki tron, a zejść w szary tłum i w szarzyźnie tego tłumu zniknęła dawna błyskotliwości barwność strojów kobiecych. Za zrównaniem stanów poszło zrównanie obyczajów, strojów, mody itd. Dziś na całym świecie
w t. zw. towarzystwie panuje jedna moda i ten sam strój. Jednak mimo wszystko rola kobiety — jako modela w malarstwie — nie wiele się zmieniła. Kobieta zawsze, wszędzie i po wszystkie czasy będzie najważniejszym modelem dla malarza i najciekawszym tematem do obrazu ,dzieła sztuki . Przyczyn tego stosunku kobiety do malarstwa szukać należy przede wszystkim w popędzie płciowym. Następnie mimo upadku mody w obecnej dobie, strój kobiecy posiada o całe niebo więcej zalet malarskich, aniżeli męski. Pominąwszy wszystko inne, suknia kobieca, dająca się dowolnie fałdować, a nawet drapować, ma — ze stanowiska malarza — nieskończoną przewagę nad obcisłym, nieco ciasnawym, dzisiejszym strojem męskim. Powłóczystość materii, drapowanie się jej we fałdach jest tern dla malarza, czym gest na scenie dla aktora. Jest zatem czymś, bez czego malarstwo, podobnie jak i sztuka aktorska nie mogą istnieć. Nikt jeszcze nie widział aktora na scenie bez gestykulacji, tak samo jak w obrazie materii bez fałdów, czy to użytej do stroju wprost, czy tylko na tło. Bo zresztą same fałdy są czymś tak nierozdzielnym z materią, że jej bez fałdów wprost nie można sobie wyobrazić i trudna tego wycena niczym wycena działa sztuki przez krytyka ja i sprzedaż tego dzieła sztuki przez marszanda .
A właśnie jakby umyślnym zaprzeczeniem tego jest obecna moda męska, której można by już wszystko inne przyznać, tylko nie powłóczystość i zdolność układania się we fałdy.
Drugim zasadniczym punktem przewagi mody kobiecej nad męską jest barwność.
Podczas gdy strój męski jest dziś na ogół szary i bezbarwny, a w kolorze przeważnie brudny, to znowu suknia kobieca — jak w dawnych czasach — ma na swe usługi dosłownie wszystkie kolory tęczy. Oczywiście, że intensywność tych kolorów nie może się ani równać ze świeżością i blaskiem barw, jaki roztaczały stroje dam w dawnych czasach.
Na tę świetność kolorów minionych wieków padł w obecnej dobie jakby szary opar dzisiejszych licznych fabryk. Już to nie te czyste, niczym niezmącone barwy Veronesa, Rubensa czy Tiepola. Mimo to jednak barwy te istnieją i moda kobieca je wszystkie uwzględnia i dopuszcza. Naturalnie bardziej jeszcze uwzględnia je sam malarz, który nie pomija żadnej sposobności, by się niemi delektować. Dlatego to w każdej większej pracowni malarskiej znajdzie się zawsze cała kolekcja starych tkanin i materii, ba nieraz nawet gotowych, dawnych strojów, obrazów, dzieł sztuki które tworzą jakby kolorystyczny katechizm malarza którego wycena odbiega od jego ideału
Obok koloru niemniej ważną rzeczą jest materyał, z którego promieniuje barwa.
Powszechnie znanym jest, że największą intensywność kolorów mają zawsze materie jedwabne. One również promieniują te barwy z najwyższą żywością, wywołując w fałdach i zagubach materii, tysiączne niuanse i refleksy kolorystyczne. Dlatego materie jedwabne były i zawsze będą niewyczerpaną nigdy studnią efektów malarskich przedstawiany później na obrazach .
Otóż dzisiejsza moda dopuszcza – jak wiadomo – wszystkie rodzaje tkanin jedwabnych do stroju kobiecego i to również jest jednym z głównych powodów wszechwładztwa postaci kobiecej w malarstwie.
Zdaje mnie się, że dostatecznie jasno wytłumaczyłem przyczyny i powody, dla których niemal każdy malarz portretowy, przenosi jako model kobietę, nad mężczyznę. W ten sposób zarazem odpowiadam na pytanie, zadane na początku tego studium: dlaczego Alfons Karpiński jest malarzem – par excellence – kobiecym.
Na twórczość Alfonsa Karpińskiego wywarła duży wpływ sztuka, a raczej kultura francuska. W płótnach jego występuje to wcale wyraźnie. Tych parę lat, które artysta przepędził w Paryżu, zdecydowały o kierunku jego sztuki i były najważniejszą szkołą, która zrobiła z niego malarza przelotnych wdzięków kobiecych. Tam bowiem dopiero — można powiedzieć — poznał, zrozumiał i odczuł cały wdzięk kobiecy. Tego jednak nie nauczy żadna szkoła malarska, żadna pracownia. Wdziękiem i uśmiechem kobiety żyje i oddycha Paryż. Na tę nutę nieustającej kokieterii i kurtuazji względem kobiet, nastrojone jest życie paryskie, które – dzięki temu właśnie – ma piętno jakiejś błyskotliwej lekkości i swobody.
Wszystko co kobietę może ubrać, zabawić i uszczęśliwić, co jej wdzięki i wartości podnosi i wyróżnia — to wszystko w Paryżu posunięte jest do najdalszych granic doskonałości. Nic zatem dziwnego, że tak pomyślne warunki sprzyjają rozwojowi kultury kobiecej, a cały Paryż śpiewa hymn pochwał na jej cześć. Podobne stosunki panują w sztuce, z tą jedynie różnicą, że tam cała twórczość artystyczna rozwija się pod hasłem kobiety. Od początkujących adeptów muz, aż do najsławniejszych mistrzów Parnasu, wszyscy — największe wysiłki swych zdolności spalili na ołtarzu wdzięków kobiecych.

Tam właśnie u źródła najbardziej wyrafinowanej kultury, dobrego smaku, wykwintu podrygów i uśmiechów flirtu przybrał talent Karpińskiego ostateczną, zdecydowaną formę. Posiada on błyskotliwą lekkość w komponowaniu obrazu i dużą swobodę w układaniu modela. Nie jest on co prawda entuzyastą kolorytu, ale lubuje się w łagodnych, miękkich tonacjach kolorystycznych. Jego paleta gra przyciszonym, jakby dyskretnym akordem barw, z których czasem jedna wybija się silniejszym walorem i dominuje w obrazie dziele sztuki. Nie można również nazwać Alfonsa Karpińskiego malarzem wielkiego świata, chociaż tu i owdzie natrafimy u niego na kapitalny obraz portret wielkiej damy. Jeśli potrzeba, umie to doskonale. Ale to nie jego genre. Alfons Karpiński jest przede wszystkim malarzem wdzięków, powabów kobiecych. Jednak model Karpińskiego — to nie owo czyste dziewczę, pełne krasy rozkwitającej róży, pociągające prostotą i naiwnością. Także nie można go uważać za kapłana nagiego ciała kobiecego. Bynajmniej. Model Karpiński ego — to kobieta, która kokietuje, pragnie, flirtuje, nęci, pozuje, która zawsze pamięta, że ją wiecznie śledzi i szuka oko mężczyzny.
Lecz to jeszcze nie wszystko. W obrazach Alfons a Karpiński ego jest przy tym pewien rys charakterystyczny. Nie widać w nich wcale jakiegoś orkanu uczuć, wybuchów temperamentu. Nie. Nie szukajmy w nich również bałwochwalczego entuzjasty kobiety, bo nim Karpiński nie jest bynajmniej. Jest to co prawda malarz o niedużej skali uczucia, ale za to w pracach jego można zauważyć szczery sentyment dla kobiety, który pozwala mu swobodnie zaobserwować i podchwycić przelotne powaby i uśmiechy, kokieteryjne pozy i spojrzenia wycena jego obrazów dzieł sztuki pod tym względem może by trudna i budzić dużo kontrowersji . Przy tym ma on także dużo dobrego smaku w komponowaniu obrazu. Dlatego nieraz już pojawił się obraz Karpińskiego, który był skończonym i wybitnym dziełem sztuki
Napisał Dr.Fr.Klein.
WYDAWNICTWA J. CZERNECKIEGO W KRAKOWIE.
Współczesne malarstwo polskie.
FRANCISZEK ŻMURKO: przez Wł. Prokescha
WŁODZIMIERZ TETMAJER: przez J. Czerneckiego
WINCENTY WODZINOWSKI: przez Władysława Prokescha.
JÓZEF MEHOFFER: przez Marcina Samlickiego
WOJCIECH KOSSAK: przez Józefa Nekandę Trepkę
PIOTR STACH1EWICZ: przez Józefa Nekandę Trepkę
LUDWIK STASIAK: przez J. Czerneckiego
JÓZEF UNIERZYSKI: przez Władysława Prokescha
ANTONI PIOTROWSKI: przez Wł. Prokescha
HENRYK UZ1EMBŁO: przez W. Mitarskiego
ALFONS KARPIŃSKI: przez Dr. Fr. Kleina
KS. DR. TADEUSZ KRUSZYŃSKI: „Stary Gdańsk i historia jego sztuki”
KS. DR. TADEUSZ KRUSZYŃSKI: „Dzieje sztuki starochrześci- jańskiej”
ARTUR GRUSZECKI: „Przed burzą” Powieść .
ARTUR GRUSZECKI: „Na posterunku” Powieść
ARTUR GRUSZECKI: „W kraju palm i słońca”
A. PERFALL: „Grzech” Przekład Cz. Kędzierskiego
FRANCISZEK RABELLAIS : „Wielkie a nieocenione kroniki o wielkoludzie Gargantui”
WŁ. TETMAJER: „Racławice” Powieść
WŁ. TETMAJER: „Marsz Skrzyneckiego” oprawione
MAUPASSANT G.: „Krwawy rok” Nowele z wojny francusko-
pruskiej 1870 i 1871 r. Serya I





















